po każdej burzy wychodzi słońce
321 views, 4 likes, 6 loves, 1 comments, 3 shares, Facebook Watch Videos from Lorenco - Daj się ponieść: Zaczynamy długi weekend 朗 niezbyt urokliwą
Po każdej burzy wychodzi słońce, nastaje spokój. Świetnie zoobrazowane, moc serdeczności:) naskraju* (*) 2022-01-09. Tak bywa. Dzięki za ciekawe refleksje.
Memus. Release Date. June 17, 2023. Gepperski grzech (Po burzy) Lyrics: Po burzy zawsze wychodzi słońce / Po stachowiaku pokonamy płonke / Potem każdego geppera nadejdzie kres / Skończy się
Po burzy zawsze słońce przychodzi. Po karnawale – czas na gorzkie żale. Po każdej nocy wschodzi słońce. Po świętej Agacie wyschną na słońcu gacie. Po tłuste cielę i do domu trafią, a chudego i na targu nie kupią. Zobacz też: cielę
Z dnia na dzień Arek znalazł się w sytuacji, gdzie przyszło mu stoczyć walkę, w której stawką jest jego zdrowie i życie. Przed nim najtrudniejsza bitwa, ale wierzę, że ją wygra, bo po każdej burzy zawsze wychodzi słońce. Nie wyobrażam sobie życia bez męża… Za każdą okazaną pomoc serdecznie dziękujemy!
nomor yang anda tuju sedang tidak aktif. Napsioczyliśmy na sędziów po poprzedniej kolejce, bo mylili się nader często i to jeszcze z VAR-em pod ręką. Ale w tej kolejce musimy zwrócić im honor, bo swoją robotę wykonali nienagannie. Fakt faktem, że ta kolejka była łatwiejsza do poprowadzenia, bo i takich sytuacji stykowych było mniej. Natomiast dobre korzystanie z wideoweryfikacji (vide mecz ŁKS-u z Piastem) sprawiło, że arbitrzy zaliczyli pierwszą bezbłędną w tym sezonie tych kontrowersyjnych sytuacji nie ma za wiele, bo – tak jak wspomnieliśmy – działo się niewiele. Mało bramek, mało stykówek, niewiele karnych. Nawet te gole po spalonych były dość łatwe do oceny, bo przy trafieniu Korony na Cracovii nie trzeba było przykładać lupy i rysować linii pod się jedynie dwóm sytuacjom, co do których kibice mieli pewne wątpliwości. Lećmy chronologicznie – rzut karny dla Śląska w meczu z do kontaktu – nie mamy wątpliwości, że był. Piłka wyraźnie odbija się od ręki/nadgarstka Rogne. Niektórzy uważali jednak, że Norweg zagrał piłkę ręką przypadkowo i przez to, że zbierał się po upadku. Natomiast kompletnie nie ma to znaczenia – nie znajdziemy w przepisach fragmentu o tym, że „jeżeli zawodnik wstaje po poślizgnięciu się, to może blokować strzał ręką”. Na niekorzyść obrońcy Kolejorza działa fakt, że ręce wyraźnie powiększają obrys jego ciała, co jest istotne w kontekście nowych wytycznych. Ręce są ułożone poziomo wobec tułowia, słuszne wapno. Zresztą mamy wrażenie, że sędzia Marciniak wziął tę sytuację trochę na czuja, bo z tej perspektywy po prostu nie miał jak zobaczyć tego zagrania ręką, ale VAR podtrzymał jego i zarazem ostatnia kontrowersja, to nieuznany gol dla Jagiellonii w meczu z Lechią. To, że zawodnik zaznaczony czerwonym kółkiem jest na pozycji spalonej – to sprawa jasna. Pytanie jednak, czy jest na spalonym, czyli czy absorbuję uwagę Kuciaka. No i naszym zdaniem absorbuje już samym faktem, że tam jest – strzał jest oddany w taki sposób, że zawodnik Jagi stoi między linią uderzenia, a bramkarzem, czyli nawet przez ten ułamek sekundy przeszkadza golkiperowi gospodarzy. Zresztą gość stoi ze trzy metry od Kuciaka i to niemal na wprost strzelającego, zatem dla nas sprawa jest prosta – Złotek słusznie tego gola nie panowie sędziowie. To pierwsza bezbłędna kolejka od kilku dobrych miesięcy. Ta ostatnia była czternaście serii gier temu. Najnowsze WeszłoOficjalnie: Makuszewski wrócił do Polski, zagra w Odrze Opole Maciej Makuszewski po półroczu spędzonym w lidze islandzkiej wrócił do Polski. Skrzydłowy podpisał dwuletnią umowę z opcją przedłużenia o 12 miesięcy z I-ligową Odrą Opole. Makuszewski to pięciokrotny reprezentant Polski, w ojczyźnie w przeszłości występował w Jagiellonii Białystok, Lechii Gdańsk oraz Lechu Poznań (235 meczów w Ekstraklasie, 28 goli), natomiast za granicą grał w Tierieku Grozny w Rosji (14 meczów w lidze, bez gola), Vitorii Setubal w Portugalii (14 meczów w lidze, bez gola) i ostatnio […] który odbudowuje Arsenal. Kim jest Edu Gaspar? Piłkarzem nie był wybitnym, za trenerkę nawet się nie zabierał, ale stanowiska dyrektorskie są pod niego skrojone. Po owocnej współpracy z Corinthians i reprezentacją Brazylii wrócił do Europy, gdzie podjął się niezwykle trudnej misji odbudowy Arsenalu po erze Arsene’a Wengera. Początki miał trudne, wdrożył plan pięcioletni, ale jego efektów na razie nie widać. Na razie, bo zbliżający się sezon ma być przełomowy. Mowa o Edu Gasparze, który odpowiada za świetne okienko transferowe Kanonierów. Pierwszy kontakt […] wspaniały gol Łukowskiego! [WIDEO] W tym sezonie Ekstraklasy Jakub Łukowski nie strzela brzydkich goli. Kapitalnie huknął na inaugurację z Legią Warszawa, a w trzeciej kolejce popisał się wspaniałą „bombą” w rywalizacji ze Śląskiem Wrocław. Umówmy się – Michał Szromnik nie miał szans, by obronić uderzenie pomocnika złocisto-krwistych. Chyba że dostałby skrzydeł… ŁUKOWSKI ON FIRE! 🔥 „Cudo, majstersztyk”‼🤯 Takie gole kochamy! 🔝 💻 Transmisja meczu Korona – Śląsk w CANAL+ SPORT i CANAL+ online […] kryzys czy większy problem? Dobek i spółka zaliczyli falstart Adam Kszczot i Marcin Lewandowski przez lata walczyli o medale każdej wielkiej imprezy. W okolicach 2020 roku na horyzoncie pojawili się też ich następcy. Krzysztof Różnicki, Mateusz Borkowski, Patryk Dobek i nie tylko. Mimo tego obecny sezon na średnich dystansach jest dla Polaków rozczarowujący. Czy ME w Monachium to zmienią? „Suche wyniki” nie wyglądają najlepiej. Jedynym Biało-Czerwonym specjalizującym się w biegu na 800 lub 1500 metrów, który awansował do finału podczas mistrzostw […] rezerwowy odchodzi. Alexis rozwiąże kontrakt z Interem Od początku letniego okna transferowego władze Interu Mediolan starały się wypchnąć z klubu Alexisa Sancheza i – jak informuje Fabrizio Romano – wreszcie dopięły swego. Sowicie opłacany Chilijczyk rozwiąże umowę z Nerazzurrimi. Sanchez do Interu dołączył przed sezonem 2019/20, ale nie stał się wiodącą postacią ekipy z regionu Lombardia. Co prawda wystąpił w 108 meczach, tyle że jedynie w 40 w wyjściowej jedenastce, co przy zarobkach siedem milionów euro netto […] napastnik na wylocie z Widzewa, veto w sprawie Starzyńskiego Zgodnie z informacjami Łukasza Grabowskiego z Faktu, w najbliższym czasie z Widzewa Łódź odejdzie napastnik Mattia Montini. Jednocześnie stanęły negocjacje w sprawie sprowadzenia Filipa Starzyńskiego z Zagłębia Lubin. Montini w tym sezonie ani razu nie znalazł się choćby w kadrze meczowej RTS i – jak pisze Grabowski – to nie przypadek. Włoskiemu atakującemu nie po drodze z trenerem Januszem Niedźwiedziem, przy czym nie to przelało czarę goryczy, a kilkukrotne nieprofesjonalne zachowanie zawodnika. Montini […] który odbudowuje Arsenal. Kim jest Edu Gaspar? Piłkarzem nie był wybitnym, za trenerkę nawet się nie zabierał, ale stanowiska dyrektorskie są pod niego skrojone. Po owocnej współpracy z Corinthians i reprezentacją Brazylii wrócił do Europy, gdzie podjął się niezwykle trudnej misji odbudowy Arsenalu po erze Arsene’a Wengera. Początki miał trudne, wdrożył plan pięcioletni, ale jego efektów na razie nie widać. Na razie, bo zbliżający się sezon ma być przełomowy. Mowa o Edu Gasparze, który odpowiada za świetne okienko transferowe Kanonierów. Pierwszy kontakt […] kryzys czy większy problem? Dobek i spółka zaliczyli falstart Adam Kszczot i Marcin Lewandowski przez lata walczyli o medale każdej wielkiej imprezy. W okolicach 2020 roku na horyzoncie pojawili się też ich następcy. Krzysztof Różnicki, Mateusz Borkowski, Patryk Dobek i nie tylko. Mimo tego obecny sezon na średnich dystansach jest dla Polaków rozczarowujący. Czy ME w Monachium to zmienią? „Suche wyniki” nie wyglądają najlepiej. Jedynym Biało-Czerwonym specjalizującym się w biegu na 800 lub 1500 metrów, który awansował do finału podczas mistrzostw […] Suarez i Nacional. Kulisy wielkiego powrotu do Urugwaju Przez ostatnie lata przywykliśmy do oglądania poczynań Luisa Suareza na europejskich boiskach, ale każda era ma swój kres. Kariery jeszcze nie kończy, choć i ten moment zbliża się wielkimi krokami, jednak najpierw wraca do ojczyzny. Będzie grał w klubie, który oddycha futbolem. Urugwajczyk nie przychodzi do Nacionalu, on do niego wraca – taki płynie przekaz z urugwajskiej społeczności i klubu, który robi wszystko, by w pełni wykorzystać zakontraktowanie piłkarza tej klasy. Nikogo nie powinno dziwić, że powrót […] w obronie, nowi nie odgrywają żadnej roli. Dlaczego Lech wpadł w dołek? Lech Poznań przegrał dwa pierwsze mecze sezonu Ekstraklasy, opadł z eliminacji do Ligi Mistrzów oraz przegrał mecz o Superpuchar Polski. Nawet jeśli założymy, że to ostatnie trofeum nie jest najważniejszym pucharem świata, a na Ligę Mistrzów i tak mało kto w Poznaniu liczył – sytuacja jest zła, bo Kolejorz wygrał dwa z siedmiu meczów na początku sezonu. W dodatku widoki na szybką poprawę formy są nikłe. Z czego wziął się ten dołek formy lechitów? […] Lech to syte koty. Byleby kasa się zgadzała – W sporcie jest prosta reguła – osiągasz sukces, cieszysz się dzień, dwa, jednak zaraz stawiasz sobie następne cele. Tu było czuć mobilizację na stulecie, całe miasto tego chciało. Mistrzostwo zostało zdobyte i… tyle. Wszyscy usiedli zadowoleni, mówię tu oczywiście przede wszystkim o działaczach z najwyższego szczebla. „Dajmy sobie trochę czasu, życie jest piękne, a nuż się uda coś wygrać dalej”. No, […] kibice GKS-u Katowice protestują przeciwko prezesowi? Awans piłkarzy na zaplecze Ekstraklasy, hokejowe mistrzostwo Polski, czwarte miejsce piłkarek czy szóste siatkarzy. GKS Katowice w ostatnich latach odniósł kilka mniejszych lub większych sukcesów. Dlaczego więc kibice tego klubu rozpoczęli bojkot? Czy Marek Szczerbowski, prezes GieKSy, wynikami poszczególnych sekcji skutecznie tuszuje to, jak zarządzany jest śląski klub? Bielsko-Biała. Blisko 2000 kibiców GKS-u Katowice, razem ze zgodami, melduje się na stadionie Podbeskidzia […]
Nosowska - Ja Pas! Trudne zadanie miała Katarzyna Nosowska, występując na placu Zebrań Ludowych w Gdańsku w piątkowy wieczór. Deszcz zacinał niemal przez cały, trwający półtorej godziny koncert. Nie zraziło to jednak publiczności, która tańczyła z parasolami, a nawet namówiła artystkę na podwójny imprezy w Gdańsku, Gdyni i Sopocie Jeszcze na kilka minut przed rozpoczęciem wydarzenia sytuacja wyglądała nieciekawie. Rozpadało się na dobre, deszcz zacinał, a wiatr porywał parasole. Przed sceną wokalistki wypatrywała jedynie garstka najwytrwalszych fanów w pelerynach przeciwdeszczowych. Wszyscy pozostali skryli się przed ulewą pod dużymi parasolami w strefie gastronomicznej i tam oczekiwali na rozpoczęcie koncertu. W takich warunkach Katarzyna Nosowska musiała rozpocząć swój występ w Gdańsku. Pojawiła się na scenie w obszernej białej sukni i w charakterystycznym, ciasno upiętym koku. Na pierwsze dźwięki piosenki "Polska" otwierającej koncert widzowie porzucili schronienie pod dużymi parasolami i tłumnie ruszyli pod scenę w deszcz, gdzie przywitali debiut- Tak się cieszę, że zdecydowaliście się tutaj przyjść w taką pogodę - mówiła Nosowska. - Nie ukrywam, że jestem strasznie zdenerwowana. Nigdy nie należałam do osób, które wychodząc na scenę, czują się jak ryby w wodzie. Zawsze to była kwestia przełamywania, a nawet łamania wręcz kości nieśmiałości. Po tych wszystkich miesiącach, kiedy się siedziało na kanapie i przybierało kilogramy, mam poczucie, jakbym ponownie debiutowała. Także uwaga, bo jak debiutowałam, to było fatalnie - towarzyszył Nosowskiej przez cały koncert. Mimo ponurej, zimnej i zniechęcającej pogody wokalistka pozostała pełna energii i uśmiechnięta. Zarażała optymizmem, a każdą piosenkę zapowiadała z typowymi dla siebie zabawnymi komentarzami, które rozśmieszały publiczność. Nie zabrakło też poważniejszych momentów. - A teraz piosenka, którą perfekcyjnie zrozumieją osoby współuzależnione i nie tylko. O tym, że kiedy robi się zbyt przytłaczająco w najbliższym otoczeniu, to trzeba się zabrać i ułożyć sobie życie gdzie indziej. Ale czasem to się wszystko dobrze kończy - zapowiadała numer "Ja pas!". - Natomiast kolejna piosenka to taki trochę protest song. Czasami rzeczywistość bywa, sami wiecie, taka sobie. Człowiek myśli wtedy sobie, że nie do końca pasuje do tego, co się tu wyprawia. Ja mam tak notorycznie - mówiła przed "Daj spać".To niejedyny utwór z płyty "8", który usłyszeliśmy tego wieczoru. Wybrzmiały także "Nomada" i "Ulala". Natomiast z albumu "Sushi" zagrali "Keskese".- Jesteśmy w trakcie przygotowywania nowej płyty. Jeszcze nie możemy zaprezentować wam nowego materiału, ale uwierzcie, że mimo tego ile się teraz dzieje w polskiej i światowej muzyce, nasza będzie inna. Mam nadzieję, że zechcecie posłuchać - duecieW połowie koncertu Nosowska zaprosiła na scenę swojego syna, Mikołaja Krajewskiego, z którym wspólnie wykonali numer "Mówiła mi matka".- Odkąd powstała ta piosenka, właściwie zawsze na scenie ją wykonujemy razem. Bardzo mnie to wzrusza. Bo wiecie, to nie jest znowu takie popularne. Nie wiem, czy ja bym chciała z moją mamą wyjść na scenę. A tym bardziej z tatą - śmiała się. - Dlatego cieszę się, że Mikołaj czyni mi ten podczas koncertu zaśpiewała też covery znanych piosenek. Były to "Smalltown Boy" zespołu Bronski Beat, "Enjoy The Silence" Depeche Mode oraz "Hey Boy, Hey Girl" duetu The Chemical Brothers. Pogoda nie poprawiła się właściwie przez cały koncert, deszcz ustąpił dopiero na sam koniec. "Pamiętajcie, po każdej burzy wychodzi słońce!" - mówiła wokalistka, nawiązując do piosenki "Nagasaki".Finałowy utwór został zagrany zaledwie w godzinę po rozpoczęciu koncertu. Nienasycona publiczność, mimo deszczu i wiatru, nie dała za wygraną. Oklaskami zaproszono Nosowską na bis, wokalistka zaśpiewała jeszcze dwie piosenki. To jednak również nie wystarczyło. Zebrani skandowali imię artystki tak długo, aż mile zaskoczona wyszła po raz trzeci na scenę i przedpremierowo wykonała piosenkę z materiału, który usłyszeć będzie można na nadchodzącej Katarzyny Nosowskiej odbył się w ramach ogólnopolskiego cyklu koncertów Letnie Brzmienia organizowanego w dziewięciu największych polskich miastach. Od czerwca do sierpnia 2021 r. w Gdańsku grają najpopularniejsi polscy artyści: Kwiat Jabłoni, Mrozu, Ralph Kaminski, Sanah, Paweł Domagała, Fisz Emade Tworzywo, Baranovski, Lemon, Kuba Badach, Hania Rani, Łąki Łan i inni.
O tym, jak poznać dobrego trenera rozwoju osobistego, jak zmienia się życie po projekcie rozwojowym, a także o tym, czy rzeczywiście pozytywne myślenie zawsze działa, ze specjalistką rozwoju osobistego Anna Urbańską rozmawia Ilona Adamska. Jesteś specjalistą z zakresu rozwoju osobistego. Gdybym ja teraz chciała ruszyć ścieżką rozwoju dla siebie, od czego powinnam zacząć? Doskonałe pytanie! Od zastanowienia się! Czego chcesz, jakie masz cele i co rozwój miałby Ci dać? Obecnie na rynku rozwoju mamy nadmiar wszystkiego. Książek, płyt, programów, szkoleń, konferencji, treningów, sympozjów i podobnych imprez. Warto wiedzieć, czego dokładnie chcemy, jaki efekt, rezultat chcemy uzyskać. Bo inaczej można zginąć w gąszczu, jak ja to nazywam, chadzania na szkolenia. Optymistyczne jest to, że w naszym kraju dla tak wielu osób rozwój osobisty zaczął mieć znaczenie. Coraz więcej z nas rozumie, że „jak się nie rozwijasz, to się zwijasz”. Jednak to, co dla mnie jest niepokojące, to jakość tegoż rozwoju. Wokół nas całe mnóstwo osób, które dopiero co skończyły swoje własne pierwsze w życiu szkolenie, a już uczą innych, jak się powinni rozwijać. Więc od czego zacząć? Od bacznego przyjrzenia się temu, u kogo chcemy się rozwijać. Czy hasła, rzeczy, które głosi dana osoba, są spójne z tym, jaki jest, jak żyje? Ostatnio bardzo dużo dostaję maili i zaproszeń od dziesiątek, a może setek osób, które chcą zająć się moim rozwojem finansowym, moją wolnością finansową. I co? I kiedy patrzę na nich, przyglądam się ich życiu, ich finansom, to nie wydaje mi się, aby to były osoby, od których można się uczyć. Kiedy pytam ich o ich własne finanse, to z reguły kłopotem jest uiszczenie rachunku za kawę na wspólnym spotkaniu biznesowym. A kiedy spotkanie odbywa się w hotelu, to okazuje się, że auto takiej osoby zaparkowane jest gdzieś na uboczu, bo parking hotelowy jest za drogi. I oczywiście można by rzecz, że to oszczędność, ale mi to pachnie inaczej. Oni chcą nas uczyć obszaru, który dla nich samych jest wyzwaniem. Stąd, zaczynając jakikolwiek rozwój, u kogokolwiek, łącznie ze mną samą, warto nas sprawdzić, poprzyglądać się. Na ile specjalista w danym temacie nim jest na papierze, w Internecie i na broszurach reklamowych. A na ile jego życie, on sam jest chodzącym dowodem na prawdziwość tego, czego uczy. Ja tak robię, wybierając kolejny szczebelek mojego rozwoju własnego. Tak dla naszego bezpieczeństwa. Czy rozwój osobisty jest bezpieczny? A to zależy. Między innymi od tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Na ile bezpiecznie wybierzemy sobie, po pierwsze ścieżkę rozwoju. Po drugie, z kim chcemy się rozwijać. I po trzecie, czy w obecnej sytuacji to, co wybierzemy, jest dla nas dobre? Jasnym jest, że jeżeli jesteśmy w jakimś dole życiowym, to pierwsze, co możemy zrobić, to przestać kopać dalej. Czyli zdecydowanie coś zmienić. Być może wówczas jakaś książka, szkolenie, spotkanie z coachem może stać się takim momentem przełomowym i dzięki niemu ruszymy z miejsca. Ale jednocześnie warto pamiętać, że żyjemy w czasach nadmiaru, więc i nadmiar narzędzi rozwojowych może nas przerosnąć. Ja mam swój patent na dokonywanie wyborów edukacyjnych. Przyglądam się po prostu, która dziedzina mojego życia aktualnie kuleje i na niej się wpierw koncentruję. Pod to wybieram książkę czy szkolenie. W ostatnim czasie odkryłam, że nie zniosę kolejnego spiczu motywacyjnego, szczególnie tego w wydaniu „mówców motywacyjnych” z żadnymi przeżyciami własnymi, a tylko tymi, których ktoś inny doświadczył. Mam motywację z wewnątrz. Na dziś jej nie potrzebuję. Dziś potrzebuję narzędzi, jak pewne rzeczy zrobić, co konkretnego, od czego zacząć i jak dalej „robić”. Jak po prostu działać. Nie chcę być kolejnym nadmuchanym balonem, z którego w kilka dni po szkoleniu schodzi powietrze. Jak sądzisz, dlaczego niektórzy ludzie ruszają „z kopyta”, niby zaczynają się rozwijać, a ich życie dalej stoi w miejscu? Myślę, że właśnie z tego powodu, że bywają na szkoleniach czy czytają książki tylko motywacyjne. Wydaje im się, że jak pójdą na kolejne szkolenie, to się zmotywują. A najlepiej, jak prowadzący ich zmotywuje. Mam takie przekonanie, że motywacja jest przereklamowana. Dlaczego? Na przykład trening sportowy. Brzuszki, pompki, przysiady. Czy zawsze mam motywację, żeby go zrobić? Absolutnie nie! Ale czy go robię? Tak, bo wiem, jakiego rezultatu oczekuję. I pomimo braku motywacji po prostu ruszam ciało i robię. Moim zdaniem tu chodzi bardziej o działanie, nie o motywację. Dlatego właśnie niektórzy po evencie ruszają z kopyta, a kilka dni później nic się nie dzieje, bo im motywacja spadła. Dlatego właśnie tak ważny jest wewnętrznie ustalony cel, to, po co to coś robię. Powód. Wtedy nie ma szansy, żebyśmy odpuścili. Poza tym sądzę, że wiele osób odpuszcza, kiedy przestaje odczuwać przyjemność. Kiedy pojawiają się pierwsze schody, podejście pod górkę czy inne wyzwanie. A rzecz w tym, żeby działać pomimo! Wiem, że jesteś fanką czytania. Jakie więc książki czytać, jakie omijać? Jaka była Twoja pierwsza książka, która coś wniosła do Twojego życia? No to teraz mam zagwozdkę. Kocham czytać. Codziennie czytam. Nawet gdy jestem „padnięta”, czytam choć kilka stron. Czasem w weekendy nic innego nie robię, tylko czytam. Moja pierwsza świadoma książka, lektury szkolne omijam, to „Potęga podświadomości”. Pamiętam, jaki szok przeżyłam, kiedy dotarło do mnie, ile rzeczy sama na siebie „ściągnęłam”. Korzystam z tej wiedzy każdego dnia. Kolejny przełom to „Maksimum osiągnięć” Briana Tracy’ego. Jego 12-etapowy system stawiania celów opisałam w swojej własnej książce i stosuję go do dziś, zawsze wtedy, kiedy stawiam swoje nowe cele. Ale największym przełomem była dla mnie książka Ewy Foley „Zakochaj się w życiu”. Zakochałam się nie tylko w życiu, ale również w wielu jej rozdziałach. To był początek mojego rozwoju. Jakie książki omijać? Dla mnie każda, którą wzięłam w swoje ręce, coś mi dała. Były takie, które odłożyłam na półkę po przeczytaniu wstępu, i takie, do których wróciłam po latach. Myślę, że to zależy od naszej obecnej chwili w życiu, czy dana książka jest dla nas akurat właściwa. Ostatnio spotkało mnie wiele rozczarowań towarzyskich. Niektórzy moi bliscy kompletnie nie rozumieją mojego stylu życia. Wielu z moich znajomych, kiedy się zaczęłam rozwijać, odsunęło się ode mnie, dlaczego? O, witaj w klubie. Pamiętam, kiedy jakieś dwa lata temu wraz z moim partnerem postanowiliśmy przejść bardzo ambitny i zaawansowany projekt rozwojowy, zostaliśmy uprzedzeni, że zajdą zmiany. T Harv Eker, jeden z trenerów w tym projekcie, powiedział, że jeśli się rozwijasz, mogą zadziać się dwie rzeczy: ludzie będą od ciebie odchodzić albo Ty będziesz odchodzić od ludzi. Wiele osób tego nie zrozumiało. Jednak szybko się przekonały jak to jest. Wyobraź sobie, idziesz na imprezę do znajomych, na grilla do przyjaciół i zaczyna się jazda. Kto z kim śpi, kto kogo zdradził, kto jest idiotą, a kto naiwniakiem. Kto zmienił samochód, kto źle wychowuje dzieci albo kto coś powinien, a czegoś nie. Znane? A Ty siedzisz, słuchasz i zadajesz sobie to niezwykłe pytanie: „Co ja robię tu?”. Czujesz, że nie obchodzi cię kompletnie plotkowanie. Twoja uwaga jest skoncentrowana gdzieś indziej. Czujesz, że przestajesz rozumieć niektórych ludzi, ich schematy działania i sens ich słów. Ja wierzę, że jeśli ktoś od nas odchodzi, to po to, aby zrobić miejsce dla lepszej, bardziej wartościowej osoby. Co ma wspólnego rozwój z pozytywnym myśleniem? Ostatnio, na wspaniałym szkoleniu, Anthony Robbins, światowej sławy trener i coach, powiedział, że pozytywne myślenie to „shit”, za przeproszeniem. I ja się z tym zgadzam. Jak słyszę, że wystarczy tylko pozytywnie myśleć, to wszystko będzie dobrze, to czuję się rozbawiona. Że niby samo się zrobi??? Nie ma opcji. Zgadzam się, że warto myśleć dobrze, być pozytywnie nastawionym, mieć optymistyczne patrzenie na świat. Jednak to wszystko razem wzięte nie zadziała. Bo do tego wszystkiego potrzebne są decyzje i działania. To tak, jakby ktoś myślał intensywnie o wygranej w lotto, a nawet nie wysłałby kuponu. Osoby, które prawdziwie się rozwijają, poza pozytywnym myśleniem, jeszcze działają. To ruch daje energię. A energia daje działanie. A wyższa energia zawsze wygrywa. Jakimi ludźmi się więc otaczać? Ja lubię otaczać się ludźmi, którzy są dla mnie wyzwaniem intelektualnym. Takimi, z którymi czuję się swobodnie. Tymi, przy których mogę być sobą. Mówić o swoich odczuciach, emocjach. Uwielbiam ludzi, od których mogę się uczyć. Takich, którzy uważają rozwój za wartościowy. Unikam narzekaczy, maruderów, leni i takich, którzy wiedzą wszystko. Nawet to, co czuję, co myślę i co chcę powiedzieć. Jesteś osobą aktywną, prowadzisz kilka firm, uczysz się. Jak na co dzień motywujesz się do działania? Jak dajesz radę łączyć swoje role życiowe, które piastujesz? Często nazywam siebie robotem wielofunkcyjnym. Rzeczywiście pełnię wiele ról: mamy, partnerki, córki, coacha, trenera, prezesa i pani swojej kotki. Myślę, że są dwie rzeczy, które pozwalają mi radzić sobie z tymi rolami. Po pierwsze uwielbiam mieć poukładany dzień. Więc otaczam się żółtymi karteczkami, na których zapisuję rzeczy do zrobienia. Mam zapisane to często nawet w kolejności, jakiej to robię. To ułatwia i powoduje, że wszystko dzieje się w naturalnej kolejności. Po drugie ustawiam priorytety, co jest w danym momencie dla mnie najważniejsze. To tak jak w tej chwili. Teraz jestem skoncentrowana na tym, żeby odpowiedzieć wyczerpująco na pytanie. Z kolei jak odpoczywam, to na maksa. Jak pracuję, to też na maksa. A jeśli chodzi o moją motywację do działania, to tak naprawdę mam ją w sobie. Czuję się generalnie nieustająco zmotywowana. Ale ważniejsze jest to, z czego ten stan wynika. U mnie z jasno określonych celów. Wiem, dlaczego coś robię. I to mi daje energię do działania. Powiedz, kiedy wszystko się przeciwko Tobie sprzysięga, jak sobie z tym radzisz? Moje ulubione powiedzenie brzmi: „Miej cierpliwość. Wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe”. Więc kiedy przychodzi trudniejszy czas, pamiętam, że niebawem będzie lepiej. Wiem, że i to minie. A poza tym szukam szybkich sposobów na zajęcie się sprawą, która mnie aktualnie spotyka. Staram się zadziałać, aby wrócić szybko do dobrego stanu, do czucia się dobrze. Nie czekam na to, co mi los przyniesie, raczej staram się mieć wpływ. Wiem, że nie wszystko ode mnie zależy, więc jeśli nie mogę z tym czymś, niczego zrobić, to niczego nie robię. Obserwuję okoliczności i staram się spaść na cztery łapy, żeby się jak najmniej potłuc. Jak to mawiają niektórzy: „Po burzy przychodzi słońce”.
Witaj drogi czytelniku, już tyle miesięcy jesteśmy razem. Mam nadzieje, że ciągle czerpiesz przyjemność z czytania moich słów. Jeżeli tak, to dobrze, bo jest to jedna z kilku rzeczy, które sprawiają mi radość. Na samym wstępie tego tekstu muszę Cię ostrzec, że jest on dość osobisty, nie dotyczący bezpośrednio żadnej z płaszczyzn, które dotąd opisywałem. Jeżeli nie zrazi Cię taki charakter naszej komunikacji, to bardzo się ciesze. Bo będziemy musieli się rozstać do końca roku, a o przyszłej aktywności zadecyduje tylko i wyłącznie moje życie. Za to wszystko z bardzo Cię przepraszam. Zapewne przeczytasz tego posta w domu, w pracy, na telefonie, tablecie lub komputerze. Będziesz zastanawiał się dlaczego jest ostatni i co się dzieje. Nie martw się, na te pytania próżno szukać odpowiedzi. Choć mógłbym się założyć o skrzynkę piwa, że niejedna z osób czytających moje słowa, które staram się układać w całość z jak największą precyzją, może mieć pewne domysły. Bardzo ciężko jest pisać o sobie, jednak niech mój przykład posłuży za impuls do jakiegokolwiek działania dla każdego, kto dotrze do tego tekstu. Powinienem zacząć od samego początku. Kiedy byłem dzieciakiem moi rodzice mieli ze mną dużo problemów. Uciekłem z przedszkola przez ogrodzenie, co przyprawiło wszystkich o stan przedzawałowy. Na szczęście dla wszystkich, byłem zaradnym pięciolatkiem i sam wróciłem z placówki, którą postanowiłem opuścić. Bez niczyjej pomocy. Kierowany niezwykłą siłą, która niejednokrotnie ratowała mi zdrowie i życie dotrwałem do teraz i mogę dzielić się swoimi spostrzeżeniami, które jednych denerwują, a innym mogą poprawić humor i zachęcić do refleksji. Sam dokładnie nie pamiętam ile razu powinno mnie tu nie być. Najpierw jako dziecko przebywałem w szpitalu z dziećmi chorymi na białaczkę, bo wykryli u mnie jakąś nieznaną dotąd chorobę. Pamiętam ten czas, gdy widziałem jak młodzi ludzie powoli gasną, a ja nie do końca zdawałem sobie z tego sprawy. Bardzo się wtedy bałem. Później też było niebezpiecznie. Ciągle chorowałem, miałem krzywy kręgosłup i nie potrafiłem poradzić sobie z nauką. Lekarz powiedział, że mogę zapomnieć o sporcie. W podstawówce od potrącenia przez samochód uratował mnie tylko refleks kierowcy. W gimnazjum wyskoczyłem z pociągu i nie odniosłem praktycznie żadnych obrażeń. Wtedy także żyłem w dużym stresie przez grupkę uczniów, którzy nie wynieśli z domu szacunku do innych. W liceum było względnie spokojnie, ale za to na studiach wielokrotnie przez własną głupotę byłem na skraju. No może nie zawsze z własnej winy, bo raz, kiedy oddawałem krew przed świętami przyszła do mnie wiadomość, żebym stawił się do Stacji Krwiodawstwa na Saskiej Kępie. Pojechałem tam po nowym roku i dowiedziałem się, że mam wirusowe zapalenie wątroby typu C. Załamałem się psychicznie i nie mogłem znieść myśli, że każdy kolejny dzień mojego życia będzie tak ciężki oraz nieprzewidywalny. Kiedy tak trwałem w zawieszeniu postanowiłem podjąć wszelkie kroki, które opóźnią chorobę. Zmieniłem swoje życie i badałem się regularnie. Po pół roku dostałem od lekarza wiadomość, że wirusa nie ma w moim organizmie a ja jestem zdrowy. Do dzisiaj jestem gotów zmieniać swoje życie za każdym razem, kiedy wiem, że sprawa jest najwyższej wagi. Wszystko to nauczyło mnie zarówno szanować swoje życie jak i pokładać wielką nadzieję w ludziach, obdarzając ich równocześnie szacunkiem. To prawda, że czasami walczę z wiatrakami i porywam się z motyką na słońce, jednak wierzę, że mogę coś zmienić. Jestem idealistą, który wierzy w to co robi. Chwilami przed lustrem wykrzywiam twarz, ale w odbiciu nikt się nie cieszy. Wstając z rana bywa tak, że mam złe myśli (teraz jakby częściej), ale muszę walczyć. Pamiętaj drogi czytelniku, jeżeli tylko podniesiesz się z łóżka to bądź pewien, że nie ma rzeczy niemożliwych, że świat stoi otworem, a każda napotkana osoba i przeżyta sytuacja jest kopalnią wiedzy. W tym momencie muszę napisać coś specjalnie dla Ciebie, coś o błędzie, którego nie można popełnić. Nie krytykuj ludzi, a staraj się ich zrozumieć. Jednak najważniejszą sprawą jest abyś kochał swoich bliskich, a drugiej połówce okazywał nieskończone uczucie, wiedział, że dzięki twoim słowom będzie bezpieczna i szczęśliwa. Mimo zamętu dnia codziennego, w pracy, w szkole, w domu, niech nie przestaje o Tobie myśleć. Niech nie owładnie cie nałóg dawania reprymend i wynajdywania błędów, miej czas by być a nie być na czas. To dziś takie ważne, choć często o tym zapominamy i gubimy się w gonitwie za rzeczami, które może i są ładne, ale nie zawsze ważne. Nie krytykujmy, nawet nie dlatego, że kogoś nie kochamy, ale przede wszystkim ze względu na fakt, że wymagamy od najbliższych zbyt wiele. Oceniamy ich na miarę własnych lat i doświadczeń, zakładając jeden punkt widzenia. Pomimo tego, że w zachowaniu najbliższych jest tyle dobra, prawdy i delikatności. Serca innych są wielkie tak jak wstające słońce nad górami, a ich radość widoczna jest w małych gestach takich, jak spontaniczny pocałunek na dobranoc, jak życzenie miłego dnia. To takie proste, dlatego nie można o tym zapominać. Często jesteśmy tak pewni lojalności swoich bliskich, że nie przychodzi nam do głowy powiedzieć im, jak bardzo ich cenimy. Pamiętaj drogi czytelniku, bez uznania każdy usycha. Ostatnio tak bardzo mi tego brakuje, tak mocno trzymam się nadziei. Zakładam teraz maskę cierpliwego wojownika i muszę się uczyć na nowo wytrwałości, bo to jedyna nadzieja i ostatni impuls, który pozwala przenikać. Tyle spraw przestało już zależeć ode mnie, jednak się z tym godzę. Cenię Twoją niezależność i umiejętność oceny, jednak proszę zostań przy mnie i daj mi radość tworzenia, nawet jeżeli będą to rzeczy, z którymi nie zawsze się zgadzasz, w których wielce się różnimy. Nie jestem w niczym lepszy od Ciebie, a sam bardziej Ciebie szanuje niż kogokolwiek innego. Jesteś zapewne studentem, fryzjerką, informatykiem, uczniem, motorniczym, prawnikiem, sprzedajesz różne rzeczy lub je kupujesz, możesz wcale nie pracować, mieć rodzinę lub być samotnikiem. Kimkolwiek jesteś, szanuje Cię najbardziej, bo wytrwale czytasz i dajesz mi powód abym nie przestał. Nawet jeżeli w moim sercu trwa próba, a w głowie myśli nie nadążają za czynami. Pisałem wiele rzeczy o świętach Bożego Narodzenia, które po raz kolejny zagoszczą w naszym życiu. Wszystkich, którzy poczuli się urażenie lub zniesmaczeni moimi słowami muszę napisać przepraszam. W głębi bardzo lubię ten czas, ale nie znoszę tej całej zakupowo-komercyjnej gorączki, przez którą wiele osób musi pracować w cięższych warunkach, bez możliwości wytchnienia. Tak bardzo mi przykro, że ten czas zamienia się w okazję do robienia pieniędzy. Jedyne czego pragnę na te święta to realizacja nadziei, której tak bardzo się trzymam, uczucia, że to co do tej pory zrobiłem, ma jakikolwiek sens, że nie trafia w próżnie, a ludzie potrafią znaleźć w sobie zwykłe dobro i pokazać innym, że warto się starać. Postaraj się więc i Ty drogi czytelniku, aby w ten czas wyjątkowy dla Ciebie i dla twojej rodziny wszystko było ułożone, pełne prostych, ale niesamowicie ważnych rzeczy. Spraw, żeby inni czuli się szczęśliwsi. Może to troszkę samolubne, ale ja też chciałbym, aby pewna osoba pokazała mi, że mogę dalej tworzyć, bo tylko ona jest motorem napędowym tej układanki. Pragnę jeszcze napisać parę słów w imieniu karpia, który kazał mi je Tobie przekazać, mój drogi czytelniku. To moje pierwsze Święta. I chyba ostatnie. Zapowiada się miło, sporo znajomych. I nagle bach! Wielkie łopaty, potem wielka ciemność. Upadek boli do teraz. A potem jakieś nowe miejsce. Nie bardzo pamiętam, bo miałem kłopoty z oddychaniem. Na początku było miło, nowi znajomi. Ale potem zabrakło jedzenia. Głoduję. I zrobiło się tak ciasno, że ranimy się o siebie. Niektórzy zasypiają i już się nie budzą . Przed chwilą wielka łapa zabrała mojego kolegę. Czułem jego przerażenie. Nie wiem czy go jeszcze zobaczę. I nie wiem, co będzie ze mną . Tak bardzo, bardzo się boję, to nawet silniejsze niż krwawiące rany. Gdybyśmy nie mieli się już spotkać: wesołych świat. Karp jest moim bardzo dobrym przyjacielem, a jego sytuacja daje mi wiele do myślenia, uczy mnie empatii i szacunku do wszystkich, którzy żyją. Teraz jednak pada u mnie deszcz, a stalowe niebo nie daje mi zbyt wiele powodów do radości. Wszystko jednak można zmienić, wystarczy tylko i wyłącznie chcieć, spojrzeć w głąb siebie i poczuć innych ludzi. Patrzeć im w oczy. Przytulać kiedy tylko jest okazja. Mówić, że są dla nas najważniejsi. Inaczej rozbijemy się jak porcelana, będziemy w małych kawałeczkach, które po sklejeniu nigdy nie będą takie same. Na sam koniec tej długiej wiadomości zamieszczam piosenkę mojego mentora i mistrza. Nie jest długa, ale zasługuje na wielokrotne wysłuchanie. Dziękuję Ci drogi czytelniku za całą uwagę jaką poświęciłeś na przeczytanie tej wiadomości i wszystkich poprzednich. Nie zapominaj o tym, co Ci powiedziałem, to bardzo ważne. Pozdrowię od Ciebie karpia i jego przyjaciół, daj jednak przykład dobroci każdemu wokół i spraw, abym był z Ciebie dumny. Codziennie i zawsze. To moja ostatnia wiadomość w tym roku i do odwołania. Wesołych Świąt.
Dawno mnie nie było, strasznie dawno..Wiecie, jakoś nie mam weny na pisanie. W ostatnim czasie mam za dużo nerwów w domu, codziennie, całymi dniami tak jest.. Oby wakacje zleciały, później już będzie tylko lepiej!Poszukuje sukienki na 24 maja, 18-stka A. i bardzo wyjątkowy dzień dla nas, ale o co chodzi, to dowiecie się w swoim czasie. :)Może któraś z was ma do sprzedania ładną, bardziej elegancką sukienkę rozmiar 34/36 ?Moja Zuzolinka ma już 2 ząbki, potrafi powiedzieć "mama" , "tata" , "papa" i "ablo" cokolwiek to znaczy. :D Jutro skończy 10 miesięcy, ależ ten czas leci, zaraz roczek ! :)Przedwczoraj Zuzia odwiedziła chrzestną i tak ładnie się bawiła. :D Ale pierwsze byłyśmy na dworze. :) A wczoraj u cioci chodziłam taaak ! :)
po każdej burzy wychodzi słońce